Zniknął śnieg, którego i tak mało było tej zimy; pojawiły się kolory pierwszych kwiatów na soczysto zieleniejących się trawnikach i krzewach; powoli budzi się do życia cały świat, a w ludziach teoretycznie rozwijają się siły i wyzwala się energia na następne pół roku. Hmm... Problem w tym,że wraz z tym przypływem energii wyzwalają się, unfortunetly, jakieś tajemnicze moce. Nie pozwalają logicznie myśleć i poprawnie funkcjonować w społeczeństwie. Co gorsza, dopada to każdego, bez względu na wiek, kolor skóry, czy przekonania. Może to wpływ uwalniających się fitochormonów i pyłków roślinnych unoszących się w powietrzu. Zapewne. Ale nie można całej winy zwalać na naturę i inne zjawiska przyrody.
Nie rozumiem otaczających mnie ludzi. Może jestem rzeczywiście inna i nie pasuję do dzisiejszego modelu społeczeństwa. Nie wiem. Gdy w końcu komuś zaufam, ten ktoś idealnie wybiera moment,żeby udowodnić mi,że jednak się pomyliłam, a dana osoba wogóle nie jest zainteresowana bliższą relacją ze mną, nie mówiąc już o przyjaźni, bo skąd! W końcu po tylu zawodach i rozczarowaniach powinnam mieć się na baczności. Normalny, przeciętny człowiek pewnie by się wyparł na cały świat swoim owłosionym, spoconym dupskiem nie do końca wyewoluowaneego homo erectusa, ale oczywiście moja naiwność nie zna granic, niczym bezpruderyjność większości gwiazd of glamourous Hollywood'u. Nawet rodzina ma mnie tam, gdzie wspominany wyżej człowiek wyprostowany. Osoba, która mnie na świat wydała zdecydowanie woli faworyzować swojego potomka, chociaż ten manierami nie bardzo różni się od ludzi pierwotnych oraz traktuje osoby, które zasługują na należyty szacunek, nielepiej, niż junksów. Znów głowa rodziny jest zbyt zapracowana, by normalnie pobyć w domu, do tego sprawy zawodowe również znajdują miejsce w domowym zaciszu. Słowem ja jestem wszystkiemu winna, skoro mam zdrowotny urlop dziekański i tym samym więcej czasu, powinnam więc zajmować się zwierzętami, nosić ciężkie zakupy, sich beschäftigen mit dem Kartofelntragen z piwnicy i wysłuchiwać wiecznych complains, a także rozumieć wszystko i wszystkich w każdej zaistniałej sytuacji. Paradoxerweise,ale cóż zrobić. Aha, i jeszcze nie mam prawa się źle czuć, nie mieć ochoty nic zrobić.
Po prostu moje życie jest extra.
09:00 PM - Apr. 12, 2007 - {<%EntryCommentCount%>}
Studia- niby najfajniejszy okres w życiu młodego człowieka poprzedzony sukcesem zdanej matury i łudu szczęścia na drodze rekrutacji. Początki samodzielnego życia najczęściej w wymarzonym mieście. Tak. Też tak myślałam, gdy jako jedna z niewielu dostałam się na studia na uniwersytet. Tak patetycznie brzmi: uniwersytet. Pociąga za sobą dumę potencjalnego studenta, po części napawa optymizmem, nadzieją, wiarą w samego siebie i marzeniami na przyszłość, jak to będzie, kiedy będę już miał/a tytuł magistra, doktora, profesora, w zależności od ambicji poszczególnych osobników. Z reguły taki sobie pierwszoroczniak nie widzi tej drugiej strony medalu, że trzeba się najpierw przebić przez sito selekcji na pierwszym roku, kiedy jest najciężej. Tak samo było w moim przypadku. Nie pomyślałam, że może być tak cholernie ciężko. W głowie tłukła się myśl: "Matura nie była taka znowu trudna, zdałam ją całkiem dobrze, w liceum byłam najlepsza z niemca, więc czemu miałoby się nie udać?" Optymizm... Już nie. Dotarło do mnie, co tak na prawdę się stało. Trafiłam w sam środek ruchomych piasków. Ze znajomością jęzka pozwalającą jedynie na komunikację turystyczną w krajach niemieckojęzycznych mogłam co najwyżej iść do "koledżu", a nie pchać się na uniwerek. Ambicja zniszczyła mnie i rodzinę. Wierzyliwe mnie,że jednak ze mnie coś będzie. To jest naprawdę ciężko odciąć się od domu, w którym człowiek czuje się naprawdę dobrze, nie kłóci się z rodzicami o byle bzdurę i nie pragnie z tamtąd uciec. Dla mnie przeprowadzka do innego miasta, wśród obcych ludzi, obce miejsca, obce wszystko, było jak uderzenie młotkiem w głowę. Świat zawirował. Czułam się jak na karuzeli, raz światełko radości,żeby zaraz potem nastał cień smutku i zimna. Tyle obiecuje się młodemu człowiekowi- że całe to studiowanie to takie fajne, że tylu się nowych ludzi poznaje, że ten czas to wieczna impreza, a nauka? Phi, raz dwa się nauczysz i cały dzień wolny! Pójdziesz na imprezę. To jest dopiero życie studenckie! Tak, tylko mało ludzi wie, że te czas spędzony na nauce jest odwrotnie proporcjonalny do czasu na zabawę w gotowym przepisie na wspaniałe studia. Można dostać na głowę. Być może teraz tak piszę, bo jest mi źle, odniosłam osobistą porażkę, zawiodłam sama siebie i co najgorsze, rodziców. Bo to oni we mnie pokładali nadzieję. I pozostaje tylko bezsilność i poczucie,że znów trzymam swój los w rękach,że znów mogę coś zrobić z tym życiem,że w coś je znów zainwestować. Tylko czy podjęta decyzja okaże się dobra? A czas nie stoi w miejscu...
10:00 PM - Mar. 24, 2007 - {<%EntryCommentCount%>}
"Przywołuję Cię różą"
Niech ta róża Mogła Cię przywołać Od palety Od malowania... Tak, ta różana Z naszej Alei Ta, co bladością się promieni Bladością Cichego zamyślenia, Jest spowita dla Ciebie Tobie powierzona... Rozchylają się płatków spirale Drogi błędne- Może tam jest miłość Co ma oczy gołębie?
08:00 PM - Mar. 20, 2007 - {<%EntryCommentCount%>}
"Bo podobnie jak o drzewie, nic nie wiesz o człowieku. Bóg sprawia, że rodzisz się, rośniesz, że wypełniają cię kolejno pragnienia, cierpienia, żale i radości, miłość i wściekłość - a później bierze cię do siebie z powrotem. Nie jesteś wszakże ani uczuciem, ani małżonkiem, ani dzieckiem, ani starcem - jesteś człowiekiem, który szuka swojej pełni. I jeżeli będziesz umiał zobaczyć, że jesteś gałązką kołysaną przez wiatr, ale mocno wszczepioną w drzewo - pchany powiewem zakosztujesz wieczności. I wszystko dookoła ciebie stanie się wieczne..."
10:00 PM - Feb. 20, 2007 - {<%EntryCommentCount%>}
Tak właśnie myślę,że na wszystko przyjdzie czas. Nie ma się co śpieszyć z podejmowaniem ważnych decyzji, bo na to potrzeba czasu do zastanowienia. Ale na dobrą sprawę nie mamy czasu. Mało tego, w obecnym świecie występuje zjawisko deficytu czasowego. Brakuje nam go na wszystko. Za krótka jest godzina, za krótki jest dzień, tydzień, miesiąc, rok...życie? Nie ma jak upakować zaplanowanych zadań na każdy kolejny dzień.
Ale nie o tym chciałam...W moim życiu praktycznie czas jest gdzieś tam ukryty, ale tak prawdę powiedziawszy go nie ma. Skrawki wolnych chwil wypełnia lenistwo. Wiem, powinnam coś z tym zrobić, ale cóż... Nie zawsze potrafię walczyć ze swoimi słabościami, bo przecież jest tyle wymówek, żeby robić nic. A nicmisięniechcyzm, jak zauważyłam, zaczyna być dolegliwością społeczną. W świecie, w którym przecież jest tyle do zrobienia i odkrycia ludzie traktują obowiązki, jak Hiszpanie lub Meksykanie -"maňana" albo odwrotnie, prześcigują się w wyścigu o pracę, jak Japończycy, a ostatnio także biorący z nich przykład Europejczycy i Amerykanie. Brakuje chwili wytchnienia, zastanowienia się nad własną postawą, czasu dla rodziny i bliskich nam ludzi. Własna familia i serdeczni przyjaciele potrafią ukoić zszargane nerwy i pomóc odreagować stresy związane z pracą, rozwiązać dręczące nas problemy i po prostu być kiedy tego najbardziej potrzebujemy.Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę,jak ogromną wartość mają przyjaciele,że nie zawsze związek zwany Freunschaft jest kolorowy i buduje się go wg schematu. Zdałam sobie sprawę,że to bardzo delikatna budowla, a jednocześnie potrafi przetrwać lata. Już wiem,że nie można lekceważyć przyjaźni. W świecie, gdzie żyje ponad 6mld ludzi, człowiek i tak jest samotny, więc bliska osoba, która umie zrozumieć, doradzić, a co najważniejsze jest szczera, stanowi największy skarb.
11:00 PM - Feb. 19, 2007 - {<%EntryCommentCount%>}
|
Description
Gdy trzeba pokontemplować.
Startseite
User Profile
Archiv
Recent Entries
- Przebiśniegi, forsycje i żonkile,czyli es kommt der Frühling.
- Gdy ogarnia mnie bezsilność
- Krystyna Maria Forycka z tomiku "Przywołuję Cię różą. Wernisaże"
- Antoine de Saint-Exupéry
- Über die Freundschaft etc.
|